Rozdęcie lufy to jedno z tych zdarzeń, które w łowiectwie budzą najwięcej emocji. Zwykle kończy się nie tylko uszkodzeniem broni, ale też pytaniem: "jak to się mogło stać?". Odpowiedź jest prawie zawsze ta sama - ktoś zlekceważył podstawowe zasady. Nie z powodu złej woli, ale z pośpiechu, rutyny albo braku wyobraźni.

Warto więc przyjrzeć się temu zjawisku spokojnie. Bo rozdęcie lufy nie jest efektem pecha. Jest efektem konkretnych błędów - które można przewidzieć i którym można zapobiec.

Na czym polega problem

W momencie strzału w lufie gwałtownie rośnie ciśnienie gazów prochowych. W broni kulowej napierają one na dno pocisku z siłą porównywalną do nacisku 1500 kilogramów. W broni śrutowej ciśnienie jest niższe, ale ścianki lufy są cieńsze. Ten układ działa dobrze - dopóki wszystko idzie zgodnie z planem.

Problem pojawia się, gdy rozpędzony pocisk natrafi na przeszkodę. Coś, co powinno wylecieć z lufy, nagle się zatrzymuje. Ciśnienie gazów za pociskiem rośnie, nie mając ujścia. A wtedy metal - nawet dobry - nie wytrzymuje. Ścianka lufy rozciąga się, pęka albo rozrywa.

Miejsce rozdęcia zależy od tego, gdzie była przeszkoda. Najczęściej lufa jest zatkana u wylotu - śniegiem, błotem, liściem - więc rozdęcie pojawia się na początku czoka. Ale nie zawsze. Może wystąpić w dowolnym miejscu, gdzie ścianka jest najsłabsza.

Skąd się bierze przeszkoda w lufie

Najczęstsze przyczyny to: śnieg, ziemia, błoto, piasek, pozostawiony wycior, szmata. Wszystko, co nie powinno się tam znaleźć, a jednak trafia - zwykle przez nieuwagę.

Gruba okiść śnieżna to najbardziej podstępny wróg. Idziesz przez gęsty młodnik, lufa zahacza o gałęzie, śnieg wchodzi do środka. Nie czujesz tego, nie widzisz - zwłaszcza gdy jesteś skupiony na tropie albo na zwierzynie. Potem strzał i już po lufie.

Drugi klasyk: wycior, który odkręcił się w czasie czyszczenia i został w lufie. Zdarza się to nawet doświadczonym. Końcówka wyciora tkwi cicho w środku, a my odkładamy broń do szafy. Potem - przy następnym wyjściu - nie sprawdzamy lufy. I strzał kończy się rozdęciem.

Trzecia sytuacja: ziemia albo błoto. Zdarza się przy upadku albo przy nieopatrznym oparciu lufy o podłoże. Myśliwy na polowaniu na kuropatwy traci równowagę, lufy wchodzą w redlinę kartofliska. Podnosi się, idzie dalej. Nie sprawdza luf. Kolejny strzał kończy się rozdęciem.

Podwójne rozdęcie - rzadszy przypadek

Przy mocnym zatkaniu lufy śrutowej może dojść do dwóch rozdęć jednocześnie. Pierwsze powstaje na skutek sprężenia powietrza między przeszkodą a pociskiem. Drugie - za pociskiem, gdy ciśnienie gazów prochowych osiąga szczyt.

Zwykle gazy zdołają wypchnąć zarówno pocisk, jak i przeszkodę z lufy. Ale efektem są dwa rozdęcia - albo bardzo brzydko wyglądające jedno, jeśli oba się połączą. Taka lufa nie nadaje się do dalszego użytku.

Rozdęcie przy komorze - to już nie przeszkoda

Jeśli rozdęcie pojawia się przy komorze nabojowej albo tuż za nią, przyczyną prawie nigdy nie jest przeszkoda w lufie. To źle elaborowana amunicja - podwójna dawka śrutu, podwójna naważka prochu albo jedno i drugie.

Wtedy ciśnienie już na starcie jest tak wysokie, że metal nie wytrzymuje. Dlatego amunicja niewiadomego pochodzenia - stara, znaleziona, nie wiadomo przez kogo elaborowana - to jedno z największych zagrożeń dla broni. I dla strzelca.

Strzał z bliska - zagrożenie dla wylotu lufy

Mało kto zdaje sobie sprawę, że rozdęcie może powstać nawet bez przeszkody w lufie. Wystarczy strzał z bardzo bliska - dosłownie kilku centymetrów od celu.

Gazy prochowe nie znajdują wtedy ujścia do przodu, bo cel blokuje wylot. Rozchodzą się na boki i pod dużym kątem napierają na ścianki lufy. Efektem jest uszkodzenie wylotu.

Dotyczy to zwłaszcza luf śrutowych i cienkościennych luf gwintowanych - broni kombinowanej, expresów. Grube lufy sztucerowe są znacznie odporniejsze.

Bezpieczny strzał z bliska powinien być oddany z odległości co najmniej 50-80 centymetrów od celu. To minimum, które chroni wylot lufy.

Osobna sprawa: przy strzale z bardzo bliska ze sztucera gazy prochowe potrafią wyrządzić więcej szkód niż sam pocisk. Odrzut jest wtedy ekstremalny - działa jak odrzut silnika rakietowego.

Jak nie zniszczyć broni - zasady

Większość rozdęć i rozerwań luf to efekt błędów, których można uniknąć. Oto podstawowe zasady.

Sprawdzaj lufy przed każdym załadowaniem. Spójrz w nie pod światło. Upewnij się, że nic w nich nie tkwi - nawet końcówka wyciora, która odkręciła się przy czyszczeniu.

Uważaj na śnieg i błoto. Przechodząc przez gęsty teren, kontroluj, czy lufy nie są zatkane. W razie potrzeby rozładuj broń, przedmuchaj lufy ustami albo przepchnij prowizorycznym wyciorem - na przykład z patyka leszczyny.

Chroń wyloty luf. Lufy sztucerów o grubych ściankach można zabezpieczyć, naklejając na wylot kawałek taśmy izolacyjnej albo klejącej. Ciśnienie sprężanego powietrza zerwie taśmę przy wystrzale - nie wpłynie to na celność.

Nie używaj nakrywek luf. Tzw. nakrywki - zwłaszcza w broni kombinowanej - są niebezpieczne. Jeśli zapomnisz ich zdjąć, może dojść do rozdęcia. W solidnym sztucerze nakrywka zostanie zniszczona przy strzale, ale w cieńszej lufie - rozerwie ją. To gadżet, który przynosi więcej szkody niż pożytku.

Używaj właściwej amunicji. Nie strzelaj z naboi 70 mm z broni o komorach 65 mm. Nie używaj amunicji magnum w broni do tego nieprzystosowanej. Nie stosuj amunicji "Nitro" w strzelbach dziwerowanych na proch czarny. Amunicja musi idealnie odpowiadać kalibrowi i konstrukcji broni.

Uważaj na broń skorodowaną. Dubeltówki o mocno skorodowanych lufach bywają ryzykowne - zwłaszcza jeśli rdzewieją w miejscach niewidocznych pod szyną celowniczą. Dotyczy to zwłaszcza miłośników reaktywowania bardzo starej broni.

Przykłady z życia

Te historie wydarzyły się naprawdę. Warto je znać, bo pokazują, jak łatwo można stracić broń - a czasem zdrowie.

Historia pierwsza. Starszy myśliwy chciał sprawić przyjemność wnukowi. Wysypał z naboju śrut, żeby chłopiec mógł wystrzelić bez odrzutu. Spłonka nie odpaliła prochu - ten wypadł z łuski do lufy razem z plastikowym koszyczkiem, który utknął przed czokiem. Dziadek postanowił wystrzelić sam, z pełnego naboju. Efekt: rozdęcie lufy tuż przed czokiem.

Historia druga. Właściciel stawów hodowlanych kupił amunicję z pociskami gumowymi, żeby odstraszać czaple i kormorany bez robienia im krzywdy. Strzelił raz i drugi. Obie lufy rozdęły się tak mocno, że oderwały szynę celowniczą. Pociski gumowe są przeznaczone wyłącznie do luf cylindrycznych - jego strzelba miała czoki 1/1 i 3/4.

Historia trzecia. Myśliwy w ciemności, w deszczu, w gęstej kukurydzy chciał dostrzelić rannego dzika. "Namacał go lufami" drylinga i pociągnął za spust. Dzik padł, ale lufa kulowa urwała się na 8 centymetrach, pozostałe lufy się pokrzywiły, a szyny łączące pękły.

Historia czwarta. Myśliwy na polowaniu na zające nie miał brenek. Nagle pojawił się dzik. Słyszał od "znawców", że można naciąć łuskę śrutową w miejscu przybitki, żeby śrut leciał razem z kawałkiem łuski i działał jak kula. Patent zadziałał - dzik padł. Ale strzelba nie nadawała się już do użytku. Lufa w najgrubszym miejscu została rozdęta do granic możliwości.

Historia piąta. Elegancki pan zatykał wyloty luf kawałkami ligniny, żeby kurz nie dostawał się do środka. Któregoś dnia zapomniał ich wyjąć. Efekt: gruszkowate zgrubienia na lufach pięknej dubeltówki.

Historia szósta. Na polowaniu zbiorowym spłonka nie odpaliła prochu. Pocisk przesunął się do połowy lufy. Myśliwy zdawał sobie sprawę z sytuacji, ale zamiast rozładować broń, załadował kolejny nabój i wystrzelił do następnego dzika. Oba pociski wyleciały. Myśliwemu pękł obojczyk, dzik uciekł zdrowy, a lufa solidnego sztucera wyglądała jak fujarka zaklinacza węży.

Prawie wszystkie te przypadki wynikają z jednego: braku wyobraźni. Nie z pecha, nie z wady broni. Z prostego zaniedbania, które w łowiectwie bywa kosztowne.

Co robić, gdy już dojdzie do rozdęcia

Nie próbuj naprawiać sam. Nie słuchaj rad kolegów-majsterkowiczów. Nie kombinuj z odcinaniem, szlifowaniem, spawaniem.

Idź do doświadczonego rusznikarza. Nawet jeśli uszkodzenie wygląda drobno, może być poważne. I odwrotnie - to, co wygląda beznadziejnie, po oględzinach okazuje się często proste do naprawy.

Metod naprawy jest tyle, ile fachowców i ile przypadków uszkodzeń. Nie da się tego opisać w jednym artykule. Jedno jest pewne: broń po rozdęciu wymaga oceny specjalisty. Nie ryzykuj zdrowiem własnym ani innych.

Na koniec powiedzenie, które pasuje tu jak ulał: "nie ma takiej rury, której nie można odetkać". Podobnie jest z rozdęciami.