Współczesna broń myśliwska bywa zatrważająco przewidywalna. Standardowy sztucer, standardowa dubeltówka, standardowy dryling. Wszystko, co da się zaprojektować w sposób oczywisty, zostało już zaprojektowane. Dlatego tak ciekawie patrzy się na rozwiązania z przeszłości - zwłaszcza takie, które łączyły funkcjonalność z elegancją, a przy tym nie były powszechnie stosowane.

Jednym z nich jest schaftmagazin - magazynek ukryty w kolbie. Rozwiązanie tak proste, że aż dziwne, że nie stało się standardem. I tak stare, że jego korzenie sięgają czasów, gdy broni palnej jeszcze nie było w dzisiejszym rozumieniu.

Zanim wymyślono nabój

Pierwsze schowki w osadzie pojawiły się w broni odprzodowej. Nie było wtedy jeszcze scalonego naboju - ale były akcesoria bez których strzelanie było niemożliwe. W broni skałkowej: skałki, czyli płytki krzemienne. W strzelbach kapiszonowych: kapiszony.

Te drobiazgi trzeba było gdzieś nosić. Można było trzymać je w torbie - borsuczej, skórzanej, płóciennej. Ale torba to rzecz, którą można zostawić w domu. Zapomnieć. Zgubić. A bez skałki albo kapiszona broń jest bezużyteczna. Dlatego rusznikarze zaczęli lokować schowki w samej broni.

Najczęściej na boku blatu kolby, w okuciu stopki - wtedy jeszcze metalowej i solidnej - albo na zakończeniu chwytu pistoletowego. To ostatnie rozwiązanie miało ciekawą konsekwencję. Wcześniej chwyty pistoletowe kończyły się półokrągło. Dziś wiele z nich ma zakończenie z czarnego rogu, drewna albo tworzywa, z grawerowanym kapslem - monogramem właściciela albo motywem łowieckim. To nic innego jak ewolucja dekla magazynka na kapiszony. Gdyby nie on, mielibyśmy dziś wyłącznie półokrągłe zakończenia chwytów, które zresztą są równie praktyczne i eleganckie.

Nabój scalony i magazyn w kolbie

Wraz z wynalezieniem naboju zespolonego pojawił się pomysł na magazynek ukryty w kolbie. Najczęściej trafiał do droższej broni jednostrzałowej kulowej oraz do broni kombinowanej - kniejówek, drylingów, fierlingów, czyli strzelb czterolufowych, czasem o trzech różnych kalibrach.

Dlaczego właśnie tam? Bo w broni kombinowanej zawsze istniała niepewność, czy nie zabraknie naboi do którejś z luf. Strzelba kombinowana to broń uniwersalna - może strzelać śrutem i kulą. Ale to znaczy, że trzeba mieć przy sobie dwa rodzaje amunicji. Magazynek w kolbie rozwiązywał ten problem elegancko: zapas był zawsze pod ręką, niewidoczny dla postronnych.

Amunicja śrutowa w schaftmagazinie pojawiała się rzadko. Widziałem takie egzemplarze, ale to była rzadkość - i chyba bardziej ciekawostka niż praktyczne rozwiązanie.

Dlaczego magazynek w kolbie był "przekombinowany"

Prawda jest taka, że sama idea dodatkowego rezerwuaru amunicji w broni wynikała często z chęci "przekombinowania" konstrukcji. Rusznikarze prześcigali się w pomysłach, żeby ich wyrób był lepszy, bardziej wyrafinowany, bardziej zaskakujący niż konkurencja.

Ale schaftmagazin miał też drugie, poważniejsze znaczenie. Był inspiracją dla konstruktorów broni wielostrzałowej. Zanim powstały pierwsze karabiny z magazynkiem pudełkowym pod komorą zamkową, próbowano "na siłę" umieścić magazynek w kolbie - w najróżniejszych wariantach. Te patenty nie przetrwały próby czasu, ale bez nich nie byłoby dzisiejszych konstrukcji powtarzalnych.

Początek XX wieku to złoty okres w rozwoju broni strzeleckiej. Pojawiały się jak grzyby po deszczu nowe rozwiązania, nowe wzory, nowe pomysły. Schaftmagazin jest jednym z nich - świadectwem czasów, gdy konstruktorzy nie bali się eksperymentować.

Współczesny schaftmagazin

Dziś schaftmagazin nie jest zapomniany. Wręcz przeciwnie - broń z nim uchodzi za lepszą od tej bez niego. Czy słusznie? To zależy od gustu. Ale faktem jest, że element ten dodaje broni charakteru i podkreśla dbałość o szczegóły.

Współczesne schaftmagaziny mają różne formy. Najprostsze to ramki z ruchomymi deklami, przykręcane do kolby przy pomocy bączka do pasa nośnego. Montaż takiego elementu wymaga wyfrezowania w spodniej części osady kanału oraz otworów na naboje - praca na poziomie przeciętnego majsterkowicza.

Dla bardziej wymagających klientów można wykonać schaftmagazin ukryty w stopce osady. Pełny luksus: rytowana kość słoniowa, dobarwiana, z zabezpieczeniem przed otwarciem przez osoby niepowołane. Takie rozwiązanie to już domena doświadczonego rusznikarza - i prawdziwa ozdoba kolekcji.

Warto też wspomnieć, że schaftmagazin bywa dziś montowany w broni na specjalne zamówienie - nie tylko dla funkcji, ale i dla estetyki. Podobnie jak grawerunek czy inkrustacja, jest elementem, który odróżnia broń rzemieślniczą od produkcji seryjnej.

Dla kogo ma to sens

Schaftmagazin to rozwiązanie dla dwóch grup odbiorców.

Pierwsza - myśliwi używający broni kombinowanej. Dla nich zapasowa amunicja w kolbie to realna wygoda. Zwłaszcza gdy polują na zwierzynę różnej wielkości - od drapieżników po grubą zwierzynę - i muszą mieć przy sobie zarówno śrut, jak i kulę.

Druga - kolekcjonerzy i miłośnicy klasycznej broni. Dla nich schaftmagazin to element historii i estetyki. Broń z magazynkiem w kolbie to nie tylko narzędzie, ale też obiekt podziwu - świadectwo czasów, gdy rusznikarze dbali o każdy detal.

Dla pozostałych - zwłaszcza dla tych, którzy polują z jednym rodzajem amunicji - schaftmagazin może być zbędnym dodatkiem. Ale nawet wtedy bywa miłym akcentem, który dodaje broni indywidualności.

Podsumowanie

Schaftmagazin to jeden z tych elementów broni, które łączą funkcjonalność z estetyką. Nie jest niezbędny do działania broni - ale dla wielu myśliwych i kolekcjonerów stanowi o jej wartości.

Warto o nim pamiętać - zwłaszcza przy kompletowaniu broni kombinowanej albo przy renowacji starego egzemplarza. Można go kupić gotowego i zamontować samodzielnie, można też zlecić wykonanie rzemieślnikowi. W obu przypadkach to element, który dodaje broni charakteru - i przypomina o czasach, gdy rusznikarze myśleli o każdym szczególe.